O mnie

Eva Becla

Zapraszam do zapoznania się z nadchodzącymi wydarzeniami.

Do zobaczenia w teatrze.

Pozdrawiam serdecznie,

Eva Becla

Biografia

Na początku był taniec. Dużo tańca. Do tego tony fortepianu w szkole muzycznej. Wiele ton. Szkolny chór i zespół „bigbitowy” w moim wydaniu są przy tym banalne, jak jedynka w pierwszomajowym pochodzie. To wszystko znaczy, że dzieciństwo w piastowskim Raciborzu upłynęło mi dość klasycznie. Byłam niepocieszona, że sąsiedzi zgodzili się bym ćwiczyła ( z konieczności) na fisharmonii brzmiącej jak koklusz. Żałowałam do czasu.

Za postępy dostałam osiemnastowieczny fortepian, który zajmował cały pokój rodzinnego M4. Dzięki temu miałam swój pokój i święty spokój. Do czasu. W pewnym momencie życia zapragnęłam ten fortepian zataszczyć do Londynu…

Śpiew i taniec to powinność panienki z dobrego domu – orzekli rodzice – ale zawód powinno się mieć konkretny. Nie zostałam jednak lekarzem. Już z pierwszej praktyki w szpitalu uciekłam do Koszęcina. Tam odbywał się nabór do zespołu Śląsk. Zostałam. Jakież tam były autorytety! Pamiętam wszystkie, ale najbardziej Polę Bukietynską (divę Opery Śląskiej) oraz Janinę Kiepurę – Osiecką z Sosnowca, która za wszelka cenę próbowała zrobić ze mnie sopran dramatyczny. Nic z tego, zawsze czułam się altem/mezzo i tak zostało.

W Śląsku, jak w dobrej szkole przetrwania, śpiewaliśmy wszystko, od Haendla i Habanery po suity Kilara i Ondraszka na ‘biało’. Nic dziwnego, ze sporo osób z Zespołu zrobiło międzynarodową karierę śpiewając na scenach operowych w wielu metropoliach.

Do “Mazowsza” trafiłam przypadkiem. Chciałam sprawdzić czy rzeczywiście zespół jest dla pani Miry Zimińskiej-Sygietyńskiej tylko pretekstem do hodowli pawi w karolińskim parku. Bardzo szybko odpowiedziałam sobie na to pytanie. Z cala pewnością nie były to tylko pawie, bo kiedy zanuciłam dla niej “Hej przeleciał ptaszek” to on już tak przelatywał przez następne pięć lat.

W tym czasie wojażując z Mazowszem po świecie zwiedzałam fantastyczne miejsca i spotykałam wspaniałych ludzi. Do czasu. “James Bond” (Bogdan), który mnie „rozpracował”, i którego nazwisko noszę, jest Polakiem i zjawił się po koncertach w londyńskim Royal Festival Hall. Ja się jemu podobno – objawiłam. Zostałam na dłużej z obłokiem kołysanek w ustach. Ania i Karolina chowały się dobrze, a mnie jak nie było dane zostać lekarzem tak i Angielką nie zostałam. Tęsknota za ojczyzną podpowiedziała mi by zapraszać do Londynu artystów z Polski. Przybywali więc: Zofia Kucówna, Irena Santor, Adam Hanuszkiewicz, Daniel Olbrychski, Krzysztof Kolberger, Anna Seniuk a także Michal Bajor, Anna Maria Jopek ……. Londyński Polski Ośrodek Społeczno-Kulturalny (POSK) stawał się szczęśliwą wyspą oblaną dookoła podkulturą „wypróbowanego sojusznika”. Żyjąc w środowisku andersowskiej emigracji pomyślałam o prezencie na pięćdziesiąta rocznicę Powstania Warszawskiego .Nagrałam płytę z Tamtymi utworami w aranżacjach Jarosława Kukulskiego i Aleksandra Nowackiego. Korzystałam z każdej okazji do artystycznego kontaktu z krajem. Nagrałam między innymi nowe wersje piosenek Jacka Szczygła i wtedy zadałam sobie pytanie: czy czas pozwoli komuś takiemu jak ja zrealizować marzenie sprzed lat:- zaśpiewać repertuar stworzony tylko dla mnie? To tak jakby zapytać czy czas da szansę na wczorajszą miłość…?

Minelo kilka lat, spiewalam już tylko okazjonalnie zajmujac się glownie impresariatem, co sprawialo mi ogromna zawodowa satysfakcje.W tym czasie poznalam Dane Parys-White z która znajomosc, wspolne rozmowy i chichoty zaowocowaly tekstami, które doskonale wpisywaly się w moje muzyczne klimaty. Kilka z nich było na wierzchu kiedy bawił u nas w domu szef lubelskich bardów – Jan Kondrak. Najbardziej zainteresował go ten, na który upadła kostka lodu i zmodyfikowała czcionkę. W tym dniu, już po południu w całym domu rozlegał się utwór pt. Pamiętasz, my zawsze śpiewaliśmy kolędy… Następnego dnia zaśpiewałam to z Jankiem dla Polonii w Croydon. Później powstawały Prośby do poduszki Marka Andzejewskiego, Makijaże, Cieszmy się sobą starannie z muzyka Janusza Tylmana i pomysłami Bodzia Holowni. Wtedy pomyślałam o płycie stworzonej przez przyjaciół.- płycie z ogromnym wkładem serca bez przeliczeń na banknoty -.płycie, którą bym zaśpiewała.

Aranżacji i produkcji muzycznej podjął się Paweł Bzim Zarecki (laureat Fryderyka 2003) współpracujący m.in. z Anna Maria Jopek . Oj, nabyłam się w Polsce dzięki pracy nad tą płytą. Ptaszek – nawet żółwiem będący – przeleciałby lasek ze sto razy… Radość z tego mam podwójna. Raz, że uwielbiam wypady do Polski – drugi raz, że mogłam pracować z takimi gigantami jak Bogdan Hołownia, Henryk Miśkiewicz, Marek Napiórkowski, Robert Kubiszyn,Tomasz Lipert, Robert Kubiszyn.

O nich to wszyscy wiedza, ale ci inni, Marcin Masecki, Dorota Miśkiewicz, Basia Wlodarska, Robert Murakowski, Hania i Juka – to również samo dobre i kopalnia złota…

Płyta mieni się w rożnych nastrojach ballad i bosa-novy, ma wpływy irlandzkiego i amerykańskiego folku a to wszystko jest zabarwione jazzem w ciekawym opakowaniu czołówki polskich muzyków. Na samotne (i nie tylko) wieczory, dla “spóźnionych kochanków”, w daleką trasę i zwolnienie tempa…

Zdjęcia CD