Recenzje

Artykuł ukazał się Gońcu Polskim (2010).

Artykuł ukazał się 5 października 2010 w Dzienniku Polskim.

Artykuł ukazał się w numerze 2 (kwiecień/czerwiec 2005) kwartalnika VIP

MAKIJAŻE Podczas pierwszego słuchania płyty Evy Becli “Makijaże”, a zwłaszcza otwierającej ją tytułowej piosenki, nasuwa się nieodparte skojarzenie z Anną Marią Jopek, choć Eva ma inny tembr głosu. Może to kwestia lekko jazzującej melodii, a może doskonałych jak zwykle solówek saksofonowych Henryka Miśkiewicza?

Kolejne utwory również utrzymane są w tym popowo-jazzowym stylu. Odnajdujemy wpływ bossa nowy (np. “Prośby do poduszki” czy “My zawsze śpiewaliśmy kolędy”), mamy niespełna minutowe intro do wyciszonej piosenki “Szlifowani jak brylanty”, takie samo do “Cieszmy się sobą starannie” (solo Hołowni) czy “Taktowny walc na dwa”.

W sumie otrzymaliśmy płytę, która idealnie nadaje się na tradycyjną prywatkę, podczas której niezbędne są tzw. wolne numery, albo jako podkład podczas prywatnych lub biznesowych rozmów. Jednak lepiej wykorzystać ją podczas intymnego spotkania we dwoje, ktore uatrakcyjnią interesujące teksty (wiersze) Dany Parys-White, w tym erotyki (wspomniane “Prośby…”, “Tanecznie”, “Wyrośnięci z buka”).

Oczywiście, ten klimat jest zasługą kompozycji autorstwa wielu osób, ale także imponującej liczby zaangażowanych muzyków (m.in. Bogdan Hołownia przy fortepianie), w przygniatającej większości grających na instrumentach akustycznych. Istotne jest też to, że te instrumenty słychać!

Kilka słów o wykonawczyni. Eva Becla ma za sobą występy w zespołach Śląsk i Mazowsze, w którym była 5 lat. Od 1997 r. mieszka w Londynie, ale nie straciła kontaktu z krajem. Każdemu przybyszowi znad Wisły nad Tamizę doskonale znany jest londyński Polski Ośrodek Społeczno-Kulturalny, do którego piosenkarka zapraszała Zofię Kucównę, Irenę Santor, Adama Hanuszkiewicza, Daniela Olbrychskiego, Krzysztofa Kolbergera, Annę Seniuk, a także Michała Bajora i Annę Marię Jopek, pełniąc tym samym rolę “ambasadora kulturalnego”.

Dyskografia Evy Becli nie jest jeszcze imponująca. W 1992 r. nagrała kasetę z nowymi wersjami przebojów Jacka Szczygła, a dwa lata później CD “Żołnierzom AK”, bo – jak wspomina – żyjąc w środowisku andersowskiej emigracji, pomyślała o prezencie na 50 rocznicę powstania warszawskiego. Płytę z tamtymi utworami nagrała w aranżacjach Jarosława KUkulskiego i Aleksandra Nowackiego.

Artykuł ukazał się w Jazzi Magazine

Recenzja pod hasłem Recommended:

Eva Becla, „Makijaże”

Bogdan Hołownia, Marcin Masecki, Henryk Miśkiewicz, Marek Napiórkowski to gwarancja klimatów, które rzadko spotyka się polskich płytach. Osobiście przesłuchałem „Makijaże” kilka razy, za każdym razem odkrywając coś urzekającego. Tak pięknego utworu, jak „Za horyzontem” mógłby pozazdrościć wokalistce sam Sting. Zresztą, posłuchajcie sami… Eva Becla od lat mieszkająca w Londynie, śpiewać zaczynała w „Mazowszu”. Dziś czyni to dla przyjemności i chyba w tym tkwi potęga tej płyty. Na płycie odkryłem bez wątpienia wielkiego mistrza. Marcin Masecki, bo o nim mowa, urzeka nas przepięknym brzmieniem i dojrzałością artystyczną. Jak ten chłopak wspaniale się rozwija! Pierwsze miejsce w konkursie, które właśnie zdobył w Moskwie, być może będzie jego międzynarodową furtką. Po prostu szukajcie tej płyty. Piękna muzyka, piękna kobieta i piękny, rzadko spotykany świat. (bes)

Artykuł ukazał się 6 numerze dwutygodnika “Viva!” 2005.

Artykuł ukazał się 6 numerze dwutygodnika “Viva!” 2005. W maleńkiej kawiarence na Saskiej Kępie spotkali się EVA BECLA i jej przyjaciele. Eva od lat mieszka w Londynie i opiekuje się przebywającymi tam polskimi artystami. Tym razem to jednak ona była główną bohaterką. Spełniło się bowiem jej marzenie – była solistka „Mazowsza” nagrała płytę „Makijaże”.
Przy realizacji tego projektu wsparli ją między innymi JAROSŁAW KUKULSKI, HENRYK MIŚKIEWICZ, BOGDAN HOŁOWNIA i JANUSZ TYLMAN.
Dla wszystkich gości walentynkowe prezenty ufundowała francuska firma Thalgo.

1. Urszula Peryt – prezes Thalgo, Marek Frąckowiak i Beata Łapińska dyrektor generalny Thalgo Poland 2. Eva i Bogdan Becla 3. Michał Bajor 4. Justyna Sieńczyłło i Janusz Tylman 5. Barbara Bursztynowicz 6. Robert Kudelski 7. Beata Łapińska i Eva Becla 8. Jarosław Kukulski

Katarzyna Zwolińska fot: Adam Prończyk/AKPA

Makijaze is the opening and title track of Ewa Becla’s latest CD. This former Mazowsze singer has continued to demonstrate her vocal versatility and training with a great, sultry jazz introspective song.

But there are also glimmers of Irish and Indian influences in this album. Take Szlifowani na brylanty and its evocative introductory. Serene are the Irish pipes before the percussion warms you, rather than alienates you. The voice works well with this arrangement too. Meanwhile, Za horyzont (Beyond the horizon) gives you a vision of the Indian Ocean.

The media likes Cieszmy sie soba starannie (Let’s be pleased with our efforts), which is no small feat since as the longest track on the album is never going to be easy to convince radio stations to award airplay. Breathtakingly simple but sophisticated.

There are also great Latin jazz beats and arrangements, such as on Czas sie sercu Klania. The theme running through this inviting album is warmth. It is in my music collection and on our playlist at Radio Hey Now.

George Matlock Editor and presenter www.radioheynow.com

The First Anglo-Polish Radio station in the UK

Artykuł ukazał się 9 numerze tygodnika “Gala” 2005.

Muzyczne MAKIJAŻE

Uczestnicy muzycznego spotkania otrzymali różne prezenty. Beata Łapińska (z lewej) i Urszula Peryt-Patrzała (z prawej) z firmy Thalgo zafundowały na przykład zaproszenia na zabiegi wykonane w Instytucie Thalgo. W środku: Barbara Bursztynowicz i Eva Becla.

NOWA PŁYTA Warszawa

O kawiarence na Francuskiej najpierw śpiewała Irena Santor, a teraz gościła w niej Eva Becla. Mieszkająca na stałe za granicą piosenkarka, która pomaga także zaistnieć w Londynie polskim artystom, właśnie w kawiarence na Francuskiej promowała swoją płytę “Makijaże”. W jej nagraniu wzięło udział kilku znakomitych artystów, między innymi Bogdan Hołownia i Jarosław Kukulski, ale gościa z Londynu nie zawiodły też inne polskie gwiazdy, które ochoczo zameldowały się na spotkaniu w kawiarence.

– To moi przyjaciele artyści zainspirowali mnie do nagrania płyty z własnymi piosenkami – mówiła Becla.

Marek Frąckowiak obserwował panie, a słuchał… Makijaży.

Ręczę, że to dobra muzyka! Robert Kudelski z tajemniczą ręką

W kawiarence na Francuskiej zebrali się, by oceniać muzyczne “Makijaże” Magdalena Wołłejko i Michał Bajor.

Janusz Tylman miał wpływ na powstanie “Makijaży”, ale nie Justyny Sieńczyłło.

Artykuł ukazał się w Dzienniku Wschodnim, 29 grudnia 2004

Eva Becla – Nowy album

“Im częściej słucham tego longplaya, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, ze to najlepsza polskojęzyczna płyta pop jazzowa tego roku. Czemu nie napisałem polska, tylko polskojęzyczna? Bo Eva Becla, która ja firmuje, to artystka tyleż polska, co brytyjska. Od 1977 roku mieszka w Londynie i tam występuje oraz animuje życie kulturalne. Nagrała wcześniej dwa albumy, ale dopiero do trzeciego naprawdę się przyłożyła, i dlatego o tym piszemy. “Makijaże” reprezentują bardzo podobny styl i klimat co płyty Anny Marii Jopek. Delikatny puls, dużo instrumentów akustycznych, quazi-jazzowe frazowanie, nawet skład akompaniatorów prawie taki sam. “…jej siła jest naturalność, bezpretensjonalność i proste, ale dobre teksty, które śpiewa”. Przykład? “Będziemy cieszyć się starannie/ będziemy cieszyć się poważnie/ przy filiżance o pogodzie/ Porozmawiajmy tak rozważnie/ Dziękuje, prośże i czy chciałbyś”.

Jacek Szymczyk

Eva Becla – “Makijaże” (Arts/Sonic)

STYCZEŃ 2005 W WARSZAWIE Wprost WIK Warszawa i Kultura

EVA BECLA MAKIJAŻE ASOCJACJA ARTYSTYCZNA ARTS

Na płytę składają się utwory jazzowe z domieszka bossa novy i folku. Świetni muzycy są jej niewątpliwym atutem (Henryk Miśkiewicz, Marek Napiórkowski, Bogdan Hołownia). Doskonała muzyka na zimowe wieczory z kubkiem herbaty, z sokiem malinowym.

LG

“…the record crosses many boundaries and sits most happily between folk and jazz. It is very professionally produced.”

Stephen Graham Jazzwise Editor

Artykuł ukazał się 18 Grudnia w Tygodniku Polskim w Wielkiej Brytanii “Cooltur

UROCZE I UTALENTOWANE

Dwie piękne kobiety obdarzone wyjątkowym głosem, zaśpiewały na scenie Sali Teatralnej POSK-u w ostatni weekend. Gwiazdą wieczoru był jednak Andrzej Sikorowski, którego przeboje znają chyba Polacy wszystkich pokoleń.

Obok piosenek ze swojej płyty „Makijaże” Ewa Becla zaśpiewała także kolędy wraz z Mają oraz jej tatą Andrzejem Sikorowskim – wokalistą legendarnego już zespołu „Pod Budą”. Pan Andrzej uroczo poprowadził wieczór, bawiąc publiczność anegdotami i historiami dotyczącymi niektórych piosenek. 24-letnia córka artysty zaprezentowała się w repertuarze zespołu, zaśpiewała także kilka piosenek po grecku, w którym to języku, jak przyznała po koncercie, czuje się lepiej (mama Mai jest Greczynką z pochodzenia). Maja, godnie zastąpiła nieobecną, niestety, Annę Treter – wokalistkę „Pod Budą”. Wraz z nimi wystąpił natomiast gitarzysta zespołu Marek Tomczyk. Był to jeden z bardziej udanych koncertów zorganizowanych w POSK-u. Szkoda tylko, że publiczność tak oszczędnie wyraża tam swoje emocje. Chociaż, jak przyznali muzycy, bywa gorzej…

Eva Becla z autorką tekstów Daną Parys-White

Od prawej: A.Sikorowski, Maja Sikorowska,
Prezydent Ryszard Kaczorowski z żoną,
Marek Tomczyk, Chariklia Sikorowska

Marek Tomczyk i Andrzej Sikorowski

Artykuł ukazał się w Dzienniku Polskim, w dziale Kultura, 17 grudnia 2004

Nieczęsto zdarza się okazja posłuchania takich artystów, jacy wystąpili w ubiegły weekend na scenie POSK-u. Media nie rozpieszczają ludzi, którzy po pierwsze maja do powiedzenia cos więcej niż tylko monosylabami wydeklamowane komunały, a po drugie reprezentują sobą dokładnie to, co usłyszeć można w ich piosenkach. Takim artystą od lat wiernym swoim ideałom jest Andrzej Sikorowski. Już ponad 27 lat śpiewa on na scenie z grupa “Pod Buda”, która najpierw była kabaretem założonym przy krakowskiej Akademii Rolniczej, a potem się przekształciła w niezależny zespół.

Kraków zawsze miął szczęście do bardów, kabaretów literackich oraz małych poetyckich scenek, na których działy się wielkie rzeczy. Nie inaczej było z grupa Andrzeja Sikorowskiego, która narodziła się w tym cudownym mieście w czasach zupełnie nieciekawych. Przetrwała wszystkie burze i mody, a nawet dorobiła się drugiego śpiewającego pokolenia. Z Andrzejem bowiem wystąpiła na scenie jego córka Maja. W obu koncertach śpiewała w duecie z ojcem oraz wykonywała utwory solowe. Część z nich po grecku, w języku swojej matki. Pani Sikorowska również obecna była na koncercie i na pewno swoja pociechę dopingowała. Był to zresztą w peonii rodzinny koncert. Albowiem towarzyszący Duetowi Sikorowskich gitarzysta Marek Tomczyk, członek grupy “Pod Buda”, zna Maje od dziecka i “robi”w tej rodzinie za “wujka”- jak sam podkreślił. Cały koncert rozpoczęła Ewa Becla wykonując trzy utwory wprowadzające widzów w poetycko-liryczny nastrój. Potem scena przeszła we władanie klanu Sikorowskich.

Zaśpiewali wiele utworów że swojego żelaznego repertuaru, co sprawiło widzom wiele radości. Piosenki Andrzeja Sikorowskiego po prostu nie starzeją się. Zawsze dobrze się ich słuchało, i tak już pewnie będzie zawsze. Natomiast duety z Mają pisane były na ta okazje. Andrzej śpiewający swobodnie i “bez przymusu” przyznał po koncercie, że nie wie co to trema. Jego zdaniem, jeżeli są na widowni ludzie, którzy kupili bilety, by go usłyszeć, to on nie ma powodu się ich bać. Poza tym lubi to, co robi, jest to jego sposób na życie. A że to, co robi ma sens świadczy fakt, że choć czasy nie są dla bardów sprzyjające, grupa daje około 100 koncertów rocznie i na żaden z nich nie “organizuje się ” widowni. Taka grupa i jej lider maja zasadę.

Maja Sikorowska to czystej wody samorodny talent. Ma cudowny, mocny glos i jest piekielnie muzykalna. Potrafi głosem stworzyć rzadko spotykany nastrój, a przy tym ma wiele wdzięku. Mai równie dobrze słuchać można na malej kameralnej scenie jak i na wielkiej Sali. O tej młodej kobiecie z pewnością wkrótce usłyszymy ponownie.

Przedświąteczny koncert nie mógł się odbyć bez kolęd, które artyści zaśpiewali wspólnie z Ewa Becla. Próbowali oni zresztą zachęcić do wspólnego śpiewania również widownie, ale nie bardzo się udało. Widać, widzowie mieli wielka tremę przed artystami. Był to jednak bardzo miły wieczór, którego na pewno długo się nie zapomni. Oby takich koncertów na POSK-owej scenie było jak najwięcej.

Andrzej Bugajski

Artykuł ukazał się 18 Października w Dzienniku Polskim w Anglii.

Od lat śledzę rozwój talentu Ewy Becli. Ma glos o interesującym, aksamitnym brzmieniu. I w tym cos jest! Przeszła przez najlepsza szkole śpiewu – od “Śląska”po “Mazowsze”. Na emigracji była w pewien sposób zagubiona, jeśli chodzi o odnalezienie siebie jako piosenkarki. Z jednej strony dobrze śpiewa piosenki liryczne, z drugiej zaskoczyła mnie-bardzo mile- interpretacja jakże dramatycznego utworu Brela ” Amsterdam” a także tendencjami od lekkiego jazzu do bossa novy. Dwa lata temu odbył się w POSK-u jej niezapomniany występ z ” Lubelską Federacją Bardów”. Było to wręcz odkrycie. Od razu wiadomo było, ze powinna zmierzać w kierunku jazzu.

Niedawno wpadła mi w ręce – jeszcze “ciepła”- najnowsza (nagrana w lipcu 2004r. , w Pueblo People Studio w Polsce) płyta kompaktowa Ewy Becli- “Makijaże”. Miłe zaskoczenie. Spełniły się moje oczekiwania. Znajduje się na niej kilkanaście utworów, z których większość skomponowana została przez Jana Kondraka (filaru “Bardów” i Janusza Tylmana. Napisane zostały specjalnie dla Ewy. Poza tym są tu piosenki Marka Andrzejweskiego, Jarosława Kukulskiego, Bartłomieja Abramowiczaoraz “Niekołysanka” skomponowana przez… Ewę Becla!

Na płycie Ewa śpiewa oszczędnie i powściągliwie – nowocześnie. Nie ciągnie fermat, nie nadwyręża głosu. Jest klarowna. Przejrzysta. I właśnie pod tym względem przypomina wielką Wandę Warską. Jednocześnie traktuje swój glos instrumentalnie. Jest on częścią muzykującego z nią zespołu. Nie dominuje, jest wtopiony w resztę brzmienia akompaniujących jej instrumentów. Musuje wśród nich. Wszystko razem stanowi integralną całość.

Przed laty tworzono podobne utwory dla Dusty Springfield, z tą tylko różnicą, ze głos Dusty wkomponowany był w duże orkiestrówki, a nie w kameralny zespół. Głos Springfield brzmiał wtedy mocno jak dzwon – ale był inny – już dziś tracący myszką styl. Podobne eksperymenty czyniła Urszula Dudziak z Urbaniakiem, zanim przeszła na muzykę elektroniczną, w której nie wiadomo co liczy się bardziej – głos czy sprzęt. Do czegoś podobnego zmierzała też Ewa Bem z zespołem BEMIBEK, nim jeszcze stała się Ellą Fitzgerald.

Brawo Ewa! Oczywiście, głównym utworem płyty są “Makijaże”, precyzyjnie, wręcz misternie wyważone, aż chciałoby się rzec – wycyzelowane. To właśnie one w znacznej mierze determinują koloryt płyty. Uderza tez instrumentacja piosenki “Prośby do poduszki”. Świetne brzmienie całego zespołu podobnie zresztą jak w “Wyrośnięci z buka”, gdzie w instrumenty muzyczne i głos Ewy wplata się pomysłowo zaaranżowany chórek. Należy też zwrócić uwagę na “Czas się sercu kłania” czy – jakże liryczne – “Tanecznie” – pieśń na pograniczu modlitwy, i wreszcie na zgrabną i bardzo liryczną “Niekołysankę”.

Ewie Becla towarzyszą znakomici instrumentaliści, wśród nich m.in. czołowi jazzmani: Bogdan Hołownia – fortepian (aranżacja kilku utworów na płycie), Marek Napiórkowski – gitara akustyczna i klasyczna, czy Henryk Miśkiewicz – saksofon. “Makijaże” – to blisko godzina dobrej, nowoczesnej muzyki.

Lesław Bobka

Artykuł ukazał się w listopadowym numerze miesięcznika “Pani” 2004.

SPEŁNIONA

Przez lata żyła dla innych: rodziny, przyjaciół, londyńskiej Polonii. Postanowiła wreszcie zrobić coś dla siebie. Dlatego Ewa Becla nagrała album “Makijaże”. 

Z rodzinnego domu wyniosła przekonanie, że “śpiew i taniec to powinności panienki z dobrego domu”. Chodziła więc do szkoły muzycznej i na zajęcia baletowe. Rodzice Ewy Becli uważali też, że powinna zdobyć konkretny zawód. – Miałam zostać lekarzem. Już z pierwszej praktyki w szpitalu uciekłam. Do Koszęcina, gdzie akurat odbywał się nabór do Śląska. Zostałam przyjęta. To była dobra szkoła przetrwania. – Śpiewaliśmy wszystko: od Haendla i habanery po suity Kilara i Ondraszka – wspomina wokalistka. Potem było Mazowsze, z którym ruszyła w świat. Pewnego dnia, po koncercie w londyńskim Royal Festival Hall, spotkała “Jamesa” Beclę. Dla niego porzuciła śpiewanie i została w Anglii. Wkrótce urodziła dwie córki: Anię i Karolinę. 

Kiedy dziewczynki podrosły, zatęskniła za sceną. Zaczęła działać więc w Polskim Ośrodku Społeczno-Kulturalnym – pomagała w sprowadzaniu artystów z Polski. Oglądała koncerty Anny Marii Jopek, Ireny Santor i coraz bardziej tęskniła za śpiewaniem. 

Na początku lat 90. nagrała dwie płyty. Jedną z nowymi wersjami piosenek Jacka Szczygła, drugą “Żołnierzom AK” z aranżacjami Jarosława Kukulskiego z okazji pięćdziesiątej rocznicy Powstania Warszawskiego. Wreszcie uznała, że czas już zrealizować marzenie sprzed lat i zaśpiewać repertuar stworzony tylko dla niej. – To tak, jakby zapytać, czy czas dać szansę wczorajszej miłości – mówi Becla. O napisanie tekstów poprosiła przyjaciółkę Danę Parys-White, poetkę mieszkającą w Londynie. Muzyka musiała jednak powstać w Polsce. – Niełatwo było pogodzić działalność impresaryjną z przyjazdami do kraju, ale nie narzekałam. Pracowałam z takimi gigantami, jak Bogdan Hołownia, Henryk Miśkiewicz, Marek Napiórkowski czy Tomasz Lipert – opowiada. Kompozycje na płytę napisali Janusz Tylman, Jarosław Kukulski i Jan Kondrak. Tak powstały “Makijaże” – niezwyczajna mieszanka muzyczna. Słychać tu i bossa novę, i irlandzki folk, a wszystko to zanurzone w soczystym jazzie. 

[RP]